Nasze pierwsze Śpiochowisko!

Tuturututuuuuuuuu!

Pierwsza historia nie może być niczym innym, jak opowiastką o wystartowaniu z projektem marzeń ♡ W tamtym czasie miałam przy sobie wspaniałą PRAWĄ RĘKĘ – Martę, ale więcej o naszej współpracy znajdziecie we wpisie HALO, TU NOWY PROJEKT! (klik)

Gdy zastanawiałyśmy się jak rozpocząć z rozmachem, Martusia wpadła na genialny pomysł – odezwijmy się do Karoliny Golonki – cudownej ‘instagramowej’ mamy dwójki dziewczynek – Lili i Niny. Tak się złożyło (ja nie wiem co to za przypadek?!), że dziewczynki w maju obchodzą urodziny. I tu zjawiamy się my – całe na tęczowo. Karolina przyjęła nas z otwartymi rękami i tak powstało LAMA PARTY. 

fbt

Jako, że Śpiochowisko miało wtedy swój debiut, co tu dużo mówić, miałyśmy ogromnego stresa! Pomogło nieco moje doświadczenie z prowadzenia Deconatki, czyli pracowni, w której dekorowałam śluby, ale nadal tipi i dodatki urodzinowe były dla mnie totalną nowością. Nie wiedziałam ile czasu będzie nam potrzebne i na jakie trudności możemy natrafić… 

A znalazła się jedna. Największa i najbardziej przerażająca…

 

NO WŁAŚNIE…

Z minuty na minutę niebo stało się ciemne jak otchłań, w którą miałam ochotę się zapaść… Przyjeżdżając świeciło piękne słońce, więc nasze serca były uśmiechnięte jak nigdy! Nim skończyłyśmy, pojawiło się chyba trylion burzowych chmur… Wiedziałam, że musimy szybciutko zrealizować sesję i nagrać video, które możecie zobaczyć o tutaj: KLIK , ale nie to mnie najbardziej martwiło… Chciało mi się wyć wniebogłosy, bo dziewczynki miały mieć najcudniejsze przyjęcie na świecie, a tu KAP, KAP, KAP… i już deszcz. 

W tamtej chwili nic nie podnosiło mnie na duchu tak, jak Karolina i jej mąż, którego w sumie zapamiętałam jako niepoprawnego optymistę :)) Co rusz słyszałam “Natalia nie martw się, cykaj zdjęcia, ustawimy się tu, teraz tam, o popatrz, super!” Dziewczynki były boskie, gospodarze wspaniali, a akcja powoli dobiegała końca. Wreszcie nagraliśmy cały materiał i przyszło zastanowić się co dalej…  

spiochowisko1

Jako, że na tamten moment nie padało, a bardzo chcieliśmy żeby Lili i Nina miały dobrą zabawę, wspólnie podjęliśmy decyzję – Śpiochowisko zostaje! Oczywiście deszcz potrzebował niecałej godziny, by zalać dosłownie każdy milimetr Rzeszowa i okolic, ale gospodarze uratowali co tylko się dało ♡ Kiedy przyjechaliśmy po odbiór naszych bibelotów, to co najbardziej mnie zdziwiło, to były panujące tam szampańskie humory! Wiecie… spodziewałam się, że ta sytuacja jednak nie będzie komukolwiek w smak, w końcu trochę rzeczy było do przeniesienia, a oni… rachu-ciachu i po strachu ♡ 

UFFF! To było dla nas przeogromne przeżycie! Całe przygotowania, stres, oczekiwanie na reakcję dzieci (w końcu nie miałam pojęcia, czy przypadnie im do gustu urodzinowa zabawa w tipi), do tego nagrywanie klipu, zdjęcia… tu instastory, tam post na FB… Mimo, że siedziałam w temacie już 5 lat, to jednak projekt, który budujesz przez kilka miesięcy od zera stanowi zupełnie inny wymiar doznań :)) W każdym razie, oto ono. NASZE ŚPIOCHOWISKO! I jak Wam się podoba? 

PS. Powiedzcie proszę, że też Wam się przydarzyły podobne pogodowe ‘wtopy’ na przyjęciach… Ciekawa jestem jak sobie z nimi poradziliście ;))

6 myśli na “Nasze pierwsze Śpiochowisko!”

  1. Wywołuje deszcz gdy tylko rozpalam grilla i zaczynam sielanke 😀 Urwanie chmury murowane.Jak sobie radze?? Właczam funkcje grill w piekarniku 😀 a przyjecie konczy sie w kuchni 🙂 liczy sie fakt wspólnie spedzonego czasu ;))

  2. Jak na razie pogodowych “wtop” brak. Ale przygoda urodzinowa była, kiedy odebrałam tort z cukiernia okazało się że na torcie jest napis “Pierwsze urodziny Kubusia” a miało być “Pierwsze urodziny Krzysia”. Na szczęście udało się wszystko naprawić bez naruszenia tortu👍👍🎉🎉🎂🎂🎂

    1. O kurczaki, dobrze że Krzyś jeszcze sam nie potrafi czytać! Znając siebie pewnie bym zostawiła jak jest, a za kilka lat pokazała młodemu jak uroczo uśmiechał się do zdjęć z tortem dla Kubusia ;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.